piątek, 12 marca 2010

poniedziałek, 8 marca 2010

ŚNIEG!!!

Cóż, dziś w Barcelonie padał śnieg, zjawisko tak niecodzienne, że ludzie wybiegli na ulicę by robić zdjęcia aparatami telefonów komórkowych. Mali i duzi rzucali się śnieżkami. Odwołane zostały zajęcia w szkołach, ludzie mieli wolne w pracy. Zabawnie, tylko trochę ślisko, bo ani soli ani innych trików tu nie znaju czy nie czyniu:)

sobota, 6 marca 2010

Widok

Na dziś, nostalgicznie. Na wielkim tarasie mojego mieszkania widok na Tibidabo zasłania postawiony kilka lat temu szeroki, klocowaty, rudy dom mieszkalny. Słuchając Sonate de Vinteuil łatwiej wyobrazić sobie, że dom jest tylko złośliwą imaginacją, błahostką. Gdy się już tak dobrze wsłuchasz, nadchodzi moment, by oprzeć się o balustradę i zachwycić widokiem na wzgórze. Być może nawet nie potrzeba tarasu mojego mieszkania. Ba, być może nawet nie trzeba znajdować się w Barcelonie.



a swoją drogą, to bardzo nieładnie, jak youtube tak nachodzi na inne obrazki, kiedy blogista nie wie, jak temu zaradzić.

poniedziałek, 1 marca 2010

Po wakacjach

Podróży czas skończony, nauki czas wznowiony, ale muszę przyznać, że świeże austriackie powietrze orzeźwiło moje ciało i umysł. Po wyjeździe wniosków kilka: ludzie potrafią być bardzo aroganccy i pyszni, jednocześnie zawsze znajdą się tacy, którzy są dowcipni i zdystansowani. Lepiej trzymać z drugimi. Na stoku gorąca czekolada z bitą śmietaną smakuje wspaniale, o ile potem nie znajdzie się ktoś, kto wypomni ilość spożytych kalorii. Z pewnością tygodniowy brak komputera jest rewelacyjną formą odwyku. Słońce, narty, wiatr, góry, śnieg, są cudowne bez żadnego "ale", szczególnie, gdy jeździe towarzyszą wojenne pieśni, z niezapomnianym hitem z Czterech Pancernych. Zabawne są też bitwy śnieżne w zjazdowym tempie i niecelowe tarzanie się w śniegu, z którego wychodzi się cało. A, i ulubione zajęcie- stawianie do pionu trzylatków, którzy podczas swojego jednego pługowego zjazdu są w stanie przewracać się co dwa metry (ilu upadkom na jednej trasie to się może równać, wyliczcie sami). Oczywiście, jeśli się ma szczęście, taki trzylatek obdarowuje później swoim rozbrajającym uśmiechem;)

piątek, 19 lutego 2010

Byłoby ciekawe, gdyby ktoś zbadał, w jakim stopniu światowe systemy masowego przekazu pracują w służbie informacji, a w jakim – w służbie ciszy i milczenia. Czego jest więcej: tego, co się mówi, czy tego, czego się nie mówi? Można obliczyć liczbę ludzi pracujących w dziedzinie reklamy. A gdyby obliczyć liczbę ludzi pracujących w dziedzinie utrzymania ciszy? Których byłoby więcej?

Ryszard Kapuścińki, Chrystus z karabinem na ramieniu



Wygląda na to, że na jakiś czas stracę łączność, ale to dobrze dla mojej przeinternetowanej psychiki. Barcelona rozkwita wiosennym podmuchem, pięknie jest, choć turystów przybywa. I moja ukochana trasa już prawie zawsze pokonywana bez kurtki.

Wczoraj byłam na projekcji dokumentu Bajo la palma w kinie Casablanca-Kaplan. Film o chłopskich społecznościach Kolumbii ze Strefy Humanitarnej i Różnorodności Biologicznej (Zona Humanitaria y de Biodiversidad), państwa, gdzie najbardziej odczuwa się tragiczne skutki działań rządu, organizacji i korporacji międzynarodowych, które angażują się we wprowadzanie biopaliw. Wioski pełne ludzi, którzy stracili wszystko, poza wolą walki o swoje prawa. Wyjałowiane ziemie, ogołocone palmy, prowizoryczne krzyże na grobach zabitych przez paramilitares. Człowiek z raju stworzył piekło. Jeden Indianin powiedział:
"Kryzys? Jaki właściwie mamy teraz kryzys? Odpowiem Ci- to kryzys cywilizacji zachodniej."

Żywimy się krwią tych, którzy usiłują przetrwać tam, w Trzecim Świecie. Kolonizacja trwa.

czwartek, 18 lutego 2010

Rewelacyjny dokument o moim ukochanym miasteczku, Cuenca

Niestety blogspot coś utrudnia śledzenie łączy, ale adres jest taki:

http://www.rtve.es/alacarta/la2/abecedario/C.html#675982