Kraków. Wczoraj mile spędzony czas w Nowej Prowincji, u boku Moniuszki, z kubkiem grzanego wina z włoskimi orzechami. Zakaz palenia w końcu zajął Polskę i, co wydaje się kompletnie nieprawdopodobne, także Hiszpanię. Toni w swoim psychiatryku by wypalić papierosa musi się ukrywać, co sprawia, że czuje się niczym jeden z pacjentów. Jak widać, bardzo możliwe, że zakaz przyniesie pozytywny efekt i kilka dusz, by nie do końca zwariować, zrezygnuje z dymiącej używki. Choć dziwne wrażenie sprawiają miejsca, w których papieros wydawał się stałym elementem scenografii, estetycznym niechlujstwem mierzonym bohemistyczną miarą i nagle, zamiast zapachu nikotyny i unoszących się oparów, czuć tylko fale zimna od uciekających na dwór -lub by poczuć się bardziej lokalnie- uciekających "na pole" nałogowców.
środa, 29 grudnia 2010
Gdańsk otulony śniegiem. Pięknie jest. Na Motławie woda zamarzła tak głęboko, że bez strachu chodzą po niej rybacy. Choć dziwny ten brak obaw, bo strach przecież myśleć, co mogą wyłowić z tego rzecznego bagienka. Jednak mimo fosforyzujących ryb, jest po prostu pięknie. Przy starej, ręcznie malowanej lampce na korbkę, z widokiem na ośnieżone dachy i drzewa pokryte białym puszkiem. W nocy pogaduchy z Basią, Karoliną i Dorotą przy pysznej kolacji, świątecznych piernikach, truflach i winie Egri Bikaver. Spokój. Dobrze jest wrócić.
poniedziałek, 29 listopada 2010
Ciężko mi się ostatnio pisze tutaj. Wygląda na to, że łatwiej zebrać myśli daleko od ojczyzny;) Dziś pierwszy śnieżny dzień. Od trzech lat nie widziałam takiego śniegu w listopadzie. Ma to swoje uroki. Na przykład, że pierwszy raz od dawien dawna ucieszył mnie krzywy, trochę roztopiony, pozbawiony jednego oka bałwan. Na dzisiejszych zajęciach najpierw miałam okazję porównać andaluzyjski i galicyjski temperament, bo zajęcia mieliśmy z opanowaną i wyważoną Paulą (oczywiście z Galicji) i szaloną praktykantką (ilość gestów i ton przewyższający znacząco moje możliwości, a jak wiecie- posiadam duże). Później była okazja by powyżywać się trochę na twórczości Tykwera i by obejrzeć krótkometrażowy debiut "Dobermann" Donnersmarcka. Reżysera, który, jak się okazało w trakcie zajęć, od jakiegoś czasu tytułuje się von-em (jak to stwierdził Piotrek, pewnie poczynił takie zmiany pod wpływem poznania 5 języków i studiów w Oksfordzie). Innymi słowy wiedza uszlachetnia;). Na metodologiach przedyskutowaliśmy aspekty koła hermeneutycznego Gadamera. Zajęcia niby były w porządku, choć męczył mnie trochę ich przeintelektualizowany ton, który czasem wydaje się niestety charakteryzować mishowców.
Dla odreagowania wzbicia się na wyżyny intelektualnego snobizmu, obejrzałam film La Zona, Rodrigo Pla, w którym podobnie czyste i ułożone środowisko sprowadzone zostaje do poziomu kanałów, ukazując swe najbardziej okrutne oblicze. Trailer, który można zobaczyć poniżej, przypomina amerykański thriller, jednak w rzeczywistości jest to bardziej film społeczno-obyczajowy osadzony głęboko w realiach Meksyku, choć jego akcja pasuje również do rzeczywistości Brazylii, czy Argentyny. Polecam w każdym razie, bo choć wpisuje się w powszechnie znaną tradycję meksykańskiego kina społecznego, to w interesujący sposób rozbiera na czynniki pierwsze proces rodzenia się zła. A poniżej trailer.
środa, 24 listopada 2010
poniedziałek, 22 listopada 2010
Ruszyliśmy ostro z dkf-ami. Nasz, wyprodukowany i wypielęgnowany przez trzyosobowy skład miał swoją inaugurację w zeszły czwartek. Teraz, w tej samej siedzibie ulokował się ten drugi, w sumie równie nasz, tyle, że filmoznawczy. Jestem tu, bo zawsze łatwiej zdawać sprawozdanie z rozwoju planów na twórcze i przyjemne spotkania, niż na temat postępów logicznych. Świat dedukcji, wynikań semantycznych i syntaktycznych pozostaje labiryntem niczym z Lśnienia.
A tu pod spodem, wstyd, bo nic odkrywczego, tylko bardzo popularny dziś Beirut, ale zakochanam w tej muzyce i jest moim wsparciem i ratunkiem w tych "logicznych chwilach", więc dam jej wybrzmieć po raz kolejny, tym razem na moim blogu:)
..........................................................................autor wiersza: Adam Ważyk..........
Po drugiej stronie mowy trawy
gdzie słowa mają ciężar losu
tam się spotkamy
za metafizyką smutnych ogrodów
za naprzykrzoną myślą o śmierci
tam mnie znajdziecie
Tam gdzie za lasem widzi się drzewa
i każdy listek ma imię własne
tam się spotkamy
tam gdzie się milczy bez piasku w ustach
i każdy wiersz jest rozmową
tam mnie znajdziecie